Rozdział 1


- Ech... Kiedy dojedziemy? - spytałam mamę, siedzącą za kierownicą.
- Jeszcze trochę. Musisz wytrzymać - odpowiedziała, uśmiechając się, co dostrzegłam w lusterku. - O której mam cię odebrać?
- Wrócę sama.
- Przecież to daleko. Nie pozwolę ci wracać samej przez las w nocy!
- Och, no przestań! Nie jestem już dzieckiem! Jeśli będę chciała mogę zadzwonić po taksówkę.
- No nie wiem. O której w ogóle to się kończy?
- Jeszcze nie wiadomo. Na pewno po północy.
- Domyślam się.
- Tooo... Nie musisz przyjeżdżać.
- No dobrze - westchnęła. Reszta podróży minęła w ciszy. Oparłam głowę o szybę, patrząc się na szybko znikające w mroku drzewa.
- Na pewno dobrze jedziemy? - Spytałam gdy już od kilkunastu minut jechałyśmy jakąś polną drogą. Było bardzo ciemno, a w pobliżu nie było żadnych samochodów.
- Oczywiście. Spójrz na mapę. Widzisz? - Spytała pokazując palcem na jakieś miejsce na mapie. - Jedziemy tędy, a ta willa jest o tam - ponownie wskazała dziwny punkt na mapie.
- Mamo! Pomyliłaś miejsca! - Palcem wskazałam jej prawidłowy adres. Nagle samochód gwałtownie zahamował. Moja mama wysiadła, a ja zaraz za nią.
- Następnym razem zapisz sobie adres, gdy ci go podaję! - Wrzasnęłam prosto w jej twarz. Po chwili zauważyłam w jej oczach poczucie winy. Stała w miejscu i nic nie mówiła. Po chwili otworzyła drzwi od strony kierowcy z zamiarem wejścia do środka, ale nagle... Z prędkością światła z lasu wyłoniła się ogromna ciężarówka. Zanim zdążyłam zareagować uderzyła mamę, przy okazji wyrywając drzwi. Zaczęło kręcić mi się w głowie. Upadłam na jezdnię, patrząc jak ciężarówka wyhamowuje kilkanaście metrów dalej. Spojrzałam na samochód. Nie miał drzwi.  Zaraz obok koła dostrzegłam plamę krwi. Chyba dopiero teraz zdałam sobie sprawę co się stało naprawdę. Mimo totalnego mroku dostrzegłam kierowcę ciężarówki, wysiadającego z pojazdu. Teraz zrobiło się kompletnie ciemno i cicho. Chyba zemdlałam... Ostatni obraz jaki widziałam, to mężczyzna padający na kolana... Nie mam pojęcie co się teraz dzieje wokół mnie.
- Ania! Ile jeszcze razy mam cię budzić?! Spóźnisz się! - Usłyszałam głos mamy. Nagle poczułam, że odzyskałam świadomość i mogę się ruszać. Powoli otworzyłam oczy. Ech... Już dwudziesty raz w ciągu dwóch miesięcy śni mi się ta sama scena.
- Anka! Złaź tu natychmiast! Masz godzinę do wyjścia! - Moja mama ewidentnie się wściekła.
- No już idę! - Założyłam mój szlafrok i powoli zeszłam do salonu, zjadłam śniadanie i z powrotem wróciłam do pokoju. Dzisiaj zakończenie roku szkolnego, więc założyłam moją białą sukienkę z czarną kokardą, wzięłam torbę i szybko wybiegłam z domu, żeby nie spóźnić się na autobus. 
- O Boże! Przepraszam! - Zderzyłam się z jakimś chłopakiem, który szedł wpatrzony w ekran telefonu.
- Patrz jak łazisz! Prawie go upuściłem! - Wskazał na telefon.
- No przepraszam, ale śpieszę się do szkoły! - Powiedziałam będąc już kilka metrów dalej. Jest! Na szczęście zdążyłam na autobus. Niestety nie było już wolnych miejsc, więc całą drogę musiałam stać między jakimś grubasem, a grupą dzieci, które obgadywały wszystkich w autobusie. Gdy wysiadłam, fala świeżego powietrza rozbiła się o moją twarz.
Usiadłam na krzesełku obok mojej przyjaciółki Zuzi. 
-Anna Nowak  - dyrektorka wyczytała moje imię. Wyszłam na środek, uśmiechnęłam się do niej, wzięłam świadectwo i z powrotem usiadłam na moim miejscu. Po kilku minutach nudzenia się, na krześle stanął chyba najprzystojniejszy chłopak w szkole - Mike Walker. 
- Ej, ludzie! Zapraszam wszystkich na imprezę z okazji zakończenia roku szkolnego! - Wszyscy zaczęli między sobą rozmawiać. - Odbędzie się oczywiście w starej willi, pierwszego lipca o godzinie dwudziestej! Wszyscy mile widziani! Zaproście przyjaciół! - Nagle przybiegła grupa nauczycieli, którzy próbowali go ściągnąć z krzesła.
- Ej Ania! Czy tu w ogóle mnie słuchałaś?
- Eee... Co?
- Ech... Wiedziałam!
- No przepraszam, ale to Mike.
- Idziesz na tą imprezę?
- Sama nie wiem... Pewnie rodzice mi nie pozwolą.
- Ale... to przecież może być twoja ostatnia szansa na poznanie go!
- W sumie może tak być... Ale - spojrzałam w stronę nauczyciela próbującego uspokoić chłopaka - wiesz... Nigdy nie wiadomo co się wydarzy... Pewnie przyjdzie dużo osób starszych od nas.
- To nie ma znaczenia!
- Zastanowię się. 
- Dobra, chodź - wstałyśmy z miejsc, kierując się w stronę przystanku.
- Ej, poczekaj tutaj, ja muszę iść do łazienki.
- Dobra, tylko szybko, bo autobus nam ucieknie! - Zaczęła się śmiać. Szybko zbiegłam do szkoły. Nagle jakiś idiota z pierwszej klasy podstawił mi nogę. Chwilę przed uderzeniem w podłogę ktoś mnie złapał. O rany! To przecież Mike! Dobra Ania, zachowuj się naturalnie.
- Och uważaj, nic ci nie jest? - Spytał podnosząc mnie.
- Emmmm... Nie, nic się nie stało. Dziękuję, że mnie uratowałeś - głupio się do niego uśmiechnęłam.
- Nie ma sprawy. Aaaa... Będziesz na mojej imprezie?
- Oczywiście! Co to za pytanie?!
- To fajnie. Tylko zaproś jakieś ładne koleżanki! - Puścił do mnie oczko, po czym  wyszedł z budynku. Że co?! Mam zaprosić jakieś ŁADNE koleżanki?! Czyli jestem brzydka? Jak mógł powiedzieć coś takiego?! Łzy zaczęły napływać mi do oczu. Szybko pobiegłam do łazienki i stanęłam przed lustrem. Okropnie się rozmazałam. Wodą zmyłam czarne ślady spod oczu i z powrotem wróciłam na przystanek. Po drugiej stronie ulicy Mike rozmawiał z jakąś dziewczyną.
- No w końcu Ania! Zaraz będzie autobus! Ej... Co się stało? - Chyba dostrzegła moje czerwone oczy.
- No... Mike...
- Co z nim?
- Spotkałam go w szkole - mówiłam jąkając się - i on powiedział żebym na imprezę zaprosiła jakieś ładne koleżanki...
- Auć... - Skrzywiła się i przytuliła mnie. - Chodź, autobus już jest - pociągnęła mnie za rękę w stronę wejścia. Zaraz za nami wszedł Walker. Znowu musiałam stać.
- Ej, Nowak - usłyszałam jego głos.
- Hm?
- Siadaj - przesunął się do ściany robiąc mi miejsce.
- Ech... Dzięki - Westchnęłam. Starałam się na niego nie patrzeć, żeby nie zobaczył czerwonych oczu.
- Jaaaa... Strasznie mi głupio. Wiem, że źle to odebrałaś. - Czy on właśnie mówi o... Łał, nie spodziewałam się. - To nie miało tak zabrzmieć, Jesteś bardzo ładna. Chodziło mi o to, żebyś nie przyprowadziła jakichś ofiar losu. No chyba wiesz o co mi chodzi?
- Emmm... Tak.
-I chciałbym... O, mój przystanek! Muszę isć. Pa!
- No cześć - Co byś chciał!? Czemu nie dokończył!? A co jeśli chciał powiedzieć coś ważnego!? Zanim się obejrzałam autobus zrobił się pusty. Wysiadłam na jednym z ostatnich przystanków. Weszłam do domu zrezygnowana, poszłam na górę i padłam na łóżko.   



_________________________________________________________________________

Hej!
Cieszę się, że zdecydowałeś/aś się to przeczytać!
Przepraszam za błędy, ale dopiero się uczę ;)
To opowiadanie będzie w części oparte na faktach.
Postaram się regularnie pisać kolejne rozdziały.
                

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz