Powoli otworzyłam oczy. O kurczę, chyba na chwilę zasnęłam. Która to godzina? Co?! Jak to szósta? Przespałam resztę dnia i całą noc? Szybko pobiegłam do łazienki, wykąpałam się i założyłam dresy. Wzięłam telefon, słuchawki i pobiegłam do lasu. Często to robię rano. Mogę wtedy pobyć sama ze sobą. To jest mój las. Nigdy nikogo tam nie widziałam. Biegłam sobie wydeptaną ścieżką, nie zwracając uwagi na to, co się dzieje wokół mnie.
- Ała! - Zamyślona zderzyłam się z jakimś chłopakiem.
- Co ty do mnie masz? - O nie, to chyba ten sam co wczoraj.
- No przepraszam! Nigdy tu nikogo nie spotkałam.
- Pffff... - Poprawił sobie koszulkę i poszedł dalej. O co mu chodzi? Przecież staram się być miła. Dobra, chyba muszę wracać, bo spóźnię się na spotkanie z Zuzą w kinie. Zaczęłam biec w stronę domu. Wzięłam prysznic, przebrałam się, złapałam moją torebkę i w szybkim tempie wyszłam z domu. Nagle moim oczom ukazał się odjeżdżający autobus. No i pięknie. Może jak poczekam na następny to zdążę na napisy końcowe. Podskoczyłam, gdy samochód przejeżdżający obok mnie zatrąbił. Czarna szyba zjechała w dół, a za kierownicą ujrzałam... Go.
- Podwieźć cię? Spóźnisz się.
- A czemu tak myślisz?
- Nie poczekają na ciebie z filmem. Wsiadaj.
- Myślisz, że wsiądę do samochodu jakiegoś obcego faceta i tak po prostu sobie z nim pojadę? Czekaj, skąd wiesz, że idę na film?!
- No wsiadaj.
- Odpowiesz?
- Po prostu słyszałem jak do siebie mówiłaś - zaśmiał się cicho. Zaczęłam iść dalej, a on jechał zaraz obok mnie.
- No chodź, chcę ci pomóc.
- Nie potrzebuję pomocy - szłam dalej, starając się nie patrzeć w stronę chłopaka. Co on sobie myśli? To, że wpadłam na niego kilka razy nie znaczy, że od razu mamy się stać najlepszymi przyjaciółmi. Nagle zawibrował mi telefon w kieszeni.
Od: Zuzka <3
Gdzie jesteś? Czekam na cb :*
Spojrzałam na chłopaka i po chwili odpisałam.
Do: Zuzka <3
Mam małe problemy z transportem. Niedługo będę :*
- I co? - Spytał, uśmiechając się. - Chyba ktoś na ciebie czeka.
- Ej, skąd wiesz od kogo dostałam smsa i co było w nim napisane?
- Domyśliłem się - dziwnie na niego spojrzałam, po czym otworzyłam drzwi od strony pasażera. Bez słowa wsiadłam do środka i zapięłam pasy. Chłopak od razu ruszył w stronę centrum. Przez kilkanaście minut był cicho, tylko co chwilę na mnie spoglądał. Ma gęste czarne włosy i cudowne błękitne oczy. Niestety jego zachowanie... Szkoda gadać.
- A w ogóle to jak się nazywasz? - Powiedziałam, żeby przerwać tą ciszę.
- Adam - powiedział po krótkim namyśle.
- Ja jestem Ania.
- Wiem.
- Skąd?! Czasami mam wrażenie, że wiesz o mnie więcej niż ja sama!
- Mam swoje źródła.
- Pewnie wczoraj mnie szpiegowałeś w szkole!
- Może - gdy to powiedział uświadomiłam sobie, że i tak się tego nie dowiem. - Już jesteśmy, wysiadaj.
- Dzięki.
- Najpierw nie chciałaś wsiąść, a teraz dziękujesz? - Nie odpowiedziałam na pytanie i pobiegłam w stronę wejścia. Zaczęłam się rozglądać przy kasie, ale nigdzie nie widziałam Zuzki. Chyba napiszę do niej smsa. Wzięłam telefon i się przeraziłam. Na serio? 4 nieodebrane połączenia i 6 smsów.
Od: Zuzka <3
Ej niedługo się zaczyna film! Chodź szybko :(
Od: Zuzka <3
Ankaaa! Kurde, ile można czekać!
Od: Zuzka <3
Mała, Mike tu jest! Odpisz pls! Bo z nim obejrzę ten film :d
Od: Zuzka <3
Kupić ci popcorn? Odpisz! ;-;
Od: Zuzka <3
Zaraz zamykają salę. Masz 3 minuty.
Od: Zuzka <3
Dobra, wracam do domu. Dzięki Ania. Serio.
No chyba się rozpłaczę. Wystawiłam moją przyjaciółkę. Usiadłam na kanapie pod ścianą. Chyba muszę jej odpisać.
Do: Zuzka <3
Bardzooo cię przepraszam, naprawdę. Telefon mi padł i były straszne korki. Chyba muszę sobie zrobić prawo jazdy. Strasznie mi głupio :'(
I jak teraz mam wrócić do domu? Następny autobus jest za czterdzieści minut, a ja nie mam zamiaru czekać. Chyba kupię prezent przeprosinowy dla Zuzi. Poszłam się rozejrzeć po sklepach. Już po chwili kupiłam piękny naszyjnik z motylkiem. Na pewno się jej spodoba. Wyszłam z galerii i usiadłam na ławeczce na parkingu. Wzięłam telefon, żeby zadzwonić po mamę.
Od: ?
Jakbyś chciała wrócić do domu możesz zadzwonić :)
Co? To pewnie znowu on. Co on ode mnie chce? Nie mam zamiaru do niego dzwonić. I skąd on ma mój numer?! Wybrałam numer mamy i przyłożyłam telefon do ucha.
- Halo? - Usłyszałam głos w słuchawce.
- Hej mamo. Możesz mnie odebrać spod galerii?
- Niestety zaraz wychodzę do pracy. Wróć autobusem.
- Następny jest za jakieś pół godziny.
- A Zuzia przypadkiem nie ma prawa jazdy? Może ona po ciebie przyjedzie.
- No dobra, to pa.
- Papa - mama się rozłączyła. Chyba rzeczywiście Zuza zrobiła prawo jazdy, ale głupio będzie teraz ją prosić, żeby po mnie przyjechała. Nie chcę jej zawracać głowy. Chyba jestem zmuszona zadzwonić do tego całego Adama. Pewnie spytacie co z moim tatą? On pracuje za granicą. Do domu wraca kilka razy w roku. No dobra, ten chłopak chyba nie jest taki zły.
- Widzę, że ktoś jednak zadzwonił - w słuchawce odezwał się znajomy głos.
- Niestety jestem do tego zmuszona.
- Czemu?
- Nieważne... To możesz przyjechać?
- Niech ci będzie - zaśmiał się.
- No to czekam - rozłączyłam się. Kilka minut później brunet pojawił się przede mną. Chwilę patrzyliśmy na siebie.
- Czemu się tak patrzysz? - spytałam, żeby przerwać ciszę.
- Masz bardzo ładne oczy.
- Eh... To gdzie masz samochód?
- Chodź - wstałam i poszłam za nim. Wsiedliśmy do samochodu, a on od razu ruszył w stronę mojego domu.
- A tak w ogóle to co ty tutaj robisz? Chyba nie jesteś stąd? Nigdy cię tu nie widziałam.
- Niedawno się tu przeprowadziłem - odpowiedział ciągle patrząc się na drogę.
- Mhm... A, i skąd masz mój numer?!
- Czy tak trudno jest się domyśleć? Istnieje coś takiego jak internet - popatrzył na mnie jak na jakiegoś głupka. Nie odezwałam się.
- No co? - Zaśmiał się.
- Nic - resztę podróży siedziałam cicho.
***
- Dzięki za pomoc.
- Nie ma sprawy.
- To cześć - wysiadłam z samochodu i zamknęłam drzwi. Weszłam po schodkach i szarpnęłam z klamkę. No ładnie. Zamknięte. Szybko wybiegłam na chodnik i zaczęłam machać rękami w stronę odjeżdżającego samochodu. Po chwili zawrócił i zatrzymał się zaraz obok mnie. Chłopak tym razem wysiadł z samochodu.
- Co się stało?
- Drzwi są zamknięte a ja nie mam kluczy.
- Możesz pojechać ze mną.
- Miałam nadzieję, że zaproponujesz jakiś sposób na otworzenie drzwi bez klucza...
- Niestety tego jeszcze nie potrafię - uśmiechnął się.
- Nie mam zamiaru z tobą jechać.
- No dobra. To ja jadę do domu.
- To jedź - Usiadłam na schodach. Moja mama wróci z pracy dopiero za kilka godzin. Co mam zrobić? Siedziałam zamyślona kilka minut. Zaczęłam odczuwać zimno. Wiatr zaczął szarpać drzewami, rosnącymi wzdłuż ulicy. Złapałam za klamkę, żeby upewnić się, że drzwi na sto procent są zamknięte. Niestety są. Po chwili pierwsze krople deszczu spadły mi na głowę. Świetnie. Znowu usiadłam na schodach, z nadzieją, że deszcz zaraz się skończy. Niestety myliłam się. Wiało coraz mocniej i padało coraz bardziej. Nagle zauważyłam nadjeżdżający czerwony samochód, ten sam, który był tu kilkanaście minut temu. Ze środka wyszedł chłopak, zdjął kurtkę i podszedł do mnie.
- Masz - podał mi ją.
- Nie chcę, weź sobie.
- No dobra, możesz jej nie zakładać, ale idziesz ze mną.
- Nigdy - chłopak chyba się wkurzył. Wziął mnie na ręce i zaniósł do samochodu. - Zostaw mnie!
- To dla twojego dobra.
- Odwal się! - Zatrzasnął drzwi i usiadł za kierownicą. Zanim się obejrzałam już byliśmy kilka ulic dalej.
- Gdzie jedziemy?
- Do mojego domu.
- Ledwo się poznaliśmy, a ty już zabierasz mnie do swojego domu? Pfff...
- Nie rozumiesz, że chcę ci pomóc?
- Nie.
- Jesteśmy na miejscu - otworzył mi drzwi. Staliśmy przed ogromnym białym domem.
- I ty tutaj mieszkasz?
- Tak.
- Z kim?
- Sam.
- Jedna osoba nie może mieszkać w tak wielkim domu. Można oszaleć - chłopak chyba mnie nie słuchał i podszedł do drzwi, ciągle się patrząc na mnie.
- Witam w moich skromnych progach - powiedział otwierając drzwi. Zdjęłam buty i przeszłam na korytarz. - Chodź za mną - weszliśmy do pięknego, nowoczesnego salonu.
- Skąd masz na to wszystko pieniądze?
- Od rodziny. Możesz tu chwilę zostać.
- Dzięki - usiedliśmy na kanapie. - Prawie nic o tobie nie wiem, a ty chyba wiesz o mnie wszystko.
- Wiesz jak się nazywam - zaśmiał się.
- A coś więcej?
- Mam osiemnaście lat. A, i nie mam dziewczyny - uśmiechnął się i puścił mi oczko.
- Wal się.
- Nie obrażaj mnie, bo jak ja cię obrażę, to będziesz się bała do mnie podejść.
- Ciekawe... - Nagle po pokoju rozległ się dźwięk smsa.
Od: Mama
Hej skarbie. Muszę zostać na nocną zmianę. Mam nadzieję, że sobie poradzisz ;)
- No bez jaj!
- Co?
- Moja mama zostaje w pracy na noc.
- I co?
- No ona ma klucze do domu.
- To nie możesz do niej pojechać?
- A zawieziesz mnie?
- Nie - zaśmiał się.
- Żaden autobus dzisiaj już chyba tam nie jedzie.
- Wygląda na to, że musisz tu zostać.
- Chyba nie chcę...
- A masz jakiś inny wybór?
- Mogę spać na ulicy.
- Jest burza.
- O nieee! Czemu to zawsze ja mam takiego pecha?!
- Ja bym się cieszył...
- No dobra. Mogę spać na kanapie.
- Możesz dostać swój własny pokój.
- Niech ci będzie - poszłam za nim. Weszliśmy na piętro, a on otworzył drzwi do pięknej sypialni z łazienką.
- Może być twój.
- Ale tylko dzisiaj - weszłam do środka. Chyba już czas się wykąpać. Ech... nie mam piżamy. Zeszłam na dół, gdzie znalazłam Adama.
- Emm... Nie mam w czym spać.
- Chodź - poszliśmy do jego sypialni. Wyjął z szały czystą koszulkę i rzucił mi ją. - Możesz spać w tym.
- Echh... Dzięki? - Wróciłam do mojego pokoju. Wykąpałam się i położyłam się na łóżku. Po kilku minutach zaczęły się rozchodzić coraz głośniejsze huki piorunów. Okropnie boję się burzy. Szybko wstałam i pobiegłam pod drzwi od pokoju chłopaka. Ostrożnie je otworzyłam. Adam leżał na łóżku. Usiadłam obok niego.
- Strasznie się boję.
- Czego?
- No burzy!
- Serio? - Zaczął się śmiać.
- To nie jest śmieszne! Mówię serio.
- To co ja mam zrobić? Nie jestem bogiem - no racja. Nie wiem co ja od niego chciałam. Wstałam z łóżka i poszłam w stronę drzwi.
- Jeśli chcesz możesz spać ze mną.
- Chyba nie skorzystam - zamknęłam za sobą drzwi. To będzie dłuuuuga noc.
_________________________________________________________________________
Ok. To był drugi rozdział.
Następne będą dłuższe.
- No bez jaj!
- Co?
- Moja mama zostaje w pracy na noc.
- I co?
- No ona ma klucze do domu.
- To nie możesz do niej pojechać?
- A zawieziesz mnie?
- Nie - zaśmiał się.
- Żaden autobus dzisiaj już chyba tam nie jedzie.
- Wygląda na to, że musisz tu zostać.
- Chyba nie chcę...
- A masz jakiś inny wybór?
- Mogę spać na ulicy.
- Jest burza.
- O nieee! Czemu to zawsze ja mam takiego pecha?!
- Ja bym się cieszył...
- No dobra. Mogę spać na kanapie.
- Możesz dostać swój własny pokój.
- Niech ci będzie - poszłam za nim. Weszliśmy na piętro, a on otworzył drzwi do pięknej sypialni z łazienką.
- Może być twój.
- Ale tylko dzisiaj - weszłam do środka. Chyba już czas się wykąpać. Ech... nie mam piżamy. Zeszłam na dół, gdzie znalazłam Adama.
- Emm... Nie mam w czym spać.
- Chodź - poszliśmy do jego sypialni. Wyjął z szały czystą koszulkę i rzucił mi ją. - Możesz spać w tym.
- Echh... Dzięki? - Wróciłam do mojego pokoju. Wykąpałam się i położyłam się na łóżku. Po kilku minutach zaczęły się rozchodzić coraz głośniejsze huki piorunów. Okropnie boję się burzy. Szybko wstałam i pobiegłam pod drzwi od pokoju chłopaka. Ostrożnie je otworzyłam. Adam leżał na łóżku. Usiadłam obok niego.
- Strasznie się boję.
- Czego?
- No burzy!
- Serio? - Zaczął się śmiać.
- To nie jest śmieszne! Mówię serio.
- To co ja mam zrobić? Nie jestem bogiem - no racja. Nie wiem co ja od niego chciałam. Wstałam z łóżka i poszłam w stronę drzwi.
- Jeśli chcesz możesz spać ze mną.
- Chyba nie skorzystam - zamknęłam za sobą drzwi. To będzie dłuuuuga noc.
_________________________________________________________________________
Ok. To był drugi rozdział.
Następne będą dłuższe.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz