▼

Rozdział 3


Przekręcałam się z boku na bok, próbując zasnąć. Co chwile było słychać pioruny uderzające gdzieś w pobliżu. Naglę podskoczyłam słysząc głośny odgłos smsa.

Od: Mama
Zaraz wracam do domu. Mam nadzieję, że byłaś grzeczna ;)

O bożee... Jak wróci, a mnie nie będzie w domu to dostanę karę na wychodzenie gdziekolwiek do końca życia! Szybko przebrałam się w swoje ciuchy, po cichu zbiegłam na dół, założyłam buty i wyszłam z domu. Strasznie pada. Drzewa wyglądają, jakby wiatr miał je zaraz wyrwać z ziemi. Stanęłam na schodach przed drzwiami. Co mam zrobić, żeby nie wzbudzić podejrzeń mamy? Wiem! Pójdę do Zuzki i przy okazji dam jej prezent! Szybko pobiegłam chodnikiem w stronę jej domu. Po chwili byłam już cała mokra. Wokół mnie biegli ludzie uciekający przed burzą. Miasto wygląda jak po wybuchu jakiejś bomby. Po ulicach płyną rzeki, a z chodników spływają wodospady wody. Nagle wszystkie uliczne latarnie zgasły. No pięknie jeszcze tego brakowało! Teraz jest kompletnie ciemno! Tylko co jakiś czas przejeżdżające samochody oświetlają drogę. Czemu to ja zawsze mam takiego pecha?! Drugą rzeczą, której boję się zaraz po burzy, jest ciemność! Po kilku minutach dobiegłam do domu mojej przyjaciółki. Przeskoczyłam ogrodzenie i pobiegłam do okna pokoju Zuzi. Zaczęłam z całej siły pukać. Nagle okno się otworzyło, a w nim ukazała się zaspana Zuzia.
- Chodź! Szybko!
- Przepraszam, że cię obudziłam.
- Nic się nie stało. I tak nie da się spać przez tą burzę.
- Słuchaj... Przepraszam, że cię wystawiłam. Miałam straszne problemy z dojazdem. Najpierw uciekł mi autobus. potem jakiś chłopak się do mnie przyczepił. Potem gdy tam dojechałam i nie znalazłam cię chciałam wrócić do domu, ale nie miałam jak przesiedziałam długi czas przed galerią, czekając na jakiś cud. Gdy wróciłam okazało się, że nie mam kluczy do domu i gdy czekałam na mamę zaczęło padać. Chwilę przesiedziałam u znajomego. Okazało się, że oczywiście mama zostaje na nocną zmianę i muszę czekać do rana aż wróci i otworzy dom! Ten chłopak zaoferował mi nocleg. Niestety nie mogłam odmówić...
- Mogłaś spać tutaj.
- Głupio mi było tu przychodzić po tym co ci zrobiłam... 
- Ja ci wybaczam. Nawet się nie obraziłam...
- Naprawdę...? Dziękuję! Ale wracając do historii: moja mama jest pewna, że jestem u mnie w domu. Niedawno dostałam smsa, że zaraz wraca. Pomyślałam, że jeśli będę u ciebie to nie wkurzy się tak bardzo. Więc tu przybiegłam.
- Ale ty masz szalone życie! Normalnie ci zazdroszczę.
- Nie tylko szalone, ale też dziwne i niezwykle pechowe. A! I kupiłam ci prezent na przeprosiny!
- Naprawdę?! Serio, nie musiałaś.
- Musiałam - dałam jej małe pudełeczko z naszyjnikiem.
- O mój boże! Ale on jest śliczny! - Przytuliła mnie.
- To naprawdę nic wielkiego w porównaniu co ty robisz dla mnie.
- Jejku... On jest cudowny. A ja dla ciebie nie robię nic.
- Robisz wiele. Po prostu przy mnie jesteś...
- Ania... Wiesz, że nigdy cię nie opuszczę...


***

- Pytanie!
- Dobra, too...Co to za chłopak, u którego dzisiaj byłaś?
- Taki tam... Adam. Pierwszy raz spotkałam go wczoraj. Dzisiaj się poznaliśmy. Nawet przystojny, ale ma okropny charakter... - Po pokoju rozległ się odgłos smsa.

Od: Mama
Ania... Czemu nie ma cię w domu?!

Do: Mama
Jestem u Ani. Nie martw się ;)

Od: Mama
Mam cię odebrać?

Do: Mama
Nie musisz.

- Kto to?
- Mama jest w domu.
- Wracasz?
- Nie.
- No dobra to teraz ja. Dawaj pytanie!
- Hmmm... Odwieziesz mnie do domu?
- Hahaha! A co, nudzi ci się?
- Nie, po prostu jestem śpiąca.
- No dobra, chodź.

***

- Dziękuję, że mnie podwiozłaś. 
- Nie ma sprawy - wysiadłam z samochodu i podbiegłam do drzwi. Gdy weszłam do środka podeszła do mnie mama.
- W końcu jesteś czekałam na ciebie, aby ci to powiedzieć!
- Coś się stało...?
- Tata wraca w weekend!
- .... Naprawdę?!
- Tak! - Przytuliłam się do niej.
- Na jak długo?
- Na tydzień!
- O rany! Czemu nie napisałaś mi tego?!
- Chciałam ci to powiedzieć osobiście.
- Ale się cieszę!
- Ja też, ale wiesz, że wypadałoby posprzątać pokój?
- Muszę...?
- No cóż, wypadałoby.
- No okej...
Tata już od kilku dobrych lat pracuje za granicą. Przyjeżdżać może tylko czasami na maksymalnie tydzień. Pewnie spytacie "kim on jest, żeby tak cały rok pracować z dala od domu?". Odpowiedź jest prosta: jest naukowcem. Niestety wiem tylko tyle.


***

- Aniu! Posprzątałaś już pokój?!
- Jeszcze nie! Już kończę! - Krzyczałyśmy do siebie przez cały dom. Mama uważa, że gdy przyjeżdża tata musi być idealny porządek. Je natomiast sądzę, że powinien mieszkać w tak samo brudnym i zagraconym domu co my.
- To jak skończysz to zejdź zjeść obiad!
- Okej! - Usiadłam na łóżku i zaczęłam układać książki na półce obok. I tak ich nie czytam, ale ładnie tu wyglądają. Nagle usłyszałam dźwięk dzwoniącego telefonu. To Zuzia.

- No hej, co tam chcesz?
- Słuchaj Aniu, moja mama zgodziła się, żebyś nocowała u mnie w weekend!
- O, to super, ale jest jeden problem.
- Jaki?
- Tata...
- Dobra, rozumiem cię. Gdyby mojego ojca nie było cały czas w domu... Nie wytrzymała bym.
- Ale możemy umówić się za tydzień. 
- Wyjeżdżam do Londynu.
- Za dwa?
- Zobaczymy.
- Dobra, muszę kończyć bo kotlety wystygną. Hejka.
- Pa Ania.

Szybko ułożyłam  pudełka na swoich miejscach i wybiegłam z pokoju. Po schodach biegłam stawając na co trzecim schodku. To był największy błąd mojego życia. Noga zsunęła mi się z jednego stopnia. Zrobiłam fikołka, kilka razy uderzając się w głowę. Po chwili po domu rozległ się huk. Leżałam na plecach. Mój oddech przyspieszył. 
- Ania!? Co to było?! - Ledwo usłyszałam głos mamy, dobiegający z kuchni. Zaczęło kręcić mi się w głowie, nie miałam siły odpowiedzieć. Nie mogłam się ruszać. Szum w mojej głowie stawał się coraz głośniejszy. Oczy zaczęły mi się zamykać. Czułam przytłumione kroki biegnącej mamy. 


***

Powoli otworzyłam oczy. Jasne światło padające na moją twarz oślepiło mnie. Znowu ten okropny szum. Powoli rozejrzałam się po pomieszczeniu. Oczywiście! Szpital! Co się ze mną stało? Mam w głowie kompletną pustkę! Chciałam się podnieść, ale coś blokowało moje ruchy. Nie, nie jestem przypięta do łóżka. Po prostu nie potrafię wykonać najmniejszego ruchu. Ciągle kręci mi się w głowie. Czuję się jak po jakimś ostrym melanżu, albo jeszcze czymś gorszym. Jedyne co teraz słyszę to szum i mój bardzo głośny oddech. 

***

- Ania... - Usłyszałam znajomy głos. Tak, to moja mama. Nie mam siły otworzyć oczu, choć teraz chyba czuję się lepiej niż przedtem. Już słyszę ten charakterystyczny dźwięk "pip...pip...pip...". Nie przypuszczałam, że może być tak wkurzający. 
- Aniu, pora już się obudzić... Doktorze, co z nią? Leży tak już bardzo długo - w głosie było słychać zmartwienie, przerażenie i może jeszcze trochę nadzieji.
- Pani ... - Mogłam usłyszeć cichy głos lekarza. Musiał stać daleko od łóżka, bo nie mogłam wszystkiego usłyszeć. - ... się martwi ... ona ... schodów ... umrze ... ale jeszcze nie ... ostatni raz ... ją ratować - po tych słowach usłyszałam zamykanie drzwi. Czy ja dobrze słyszałam?! Że niby mam umrzeć? Ale co się stało?! Nic nie pamiętam! Nagle poczułam jak moje mięśnie się rozluźniają. Chyba już panuję nad swoim ciałem, chociaż wszystko mnie boli. Powoli otworzyłam oczy. Nikogo nie ma w pokoju. Podniosłam się do pozycji siedzącej. Poczułam okropny ból mniej więcej w miejscu serca. Odkryłam ręką kołdrę. Super. Gips. Mam złamaną rękę! Nie mogło być lepiej. Postawiłam stopy na zimnej podłodze. Po krótkim namyśle stanęłam na nogi,ale to była zła decyzja. Po chwili nogi się pode mną ugięły. Upadłam na zimną podłogę, przy okazji uderzając głową o łóżko. 




_________________________________________________________________________
Ok, to kolejny rozdział. (Zresztą chyba widać xd)
Potrzebuję motywacji!
Dawajcie swoje pomysły, a najciekawsze napewno wykorzystam :*








Brak komentarzy:

Prześlij komentarz